W ferworze sporów politycznych mogła umknąć informacja, że 27 marca był Międzynarodowy Dzień Teatru. A że teatr to moja ulubiona aktywność kulturalna, wykorzystałam okazję na zwiedzanie Teatru Narodowego od zaplecza. Małą grupę pasjonatów oprowadzała i raczyła ciekawymi dykteryjkami miła pani Paulina z działu promocji. Było sporo dzieci.  Uważam, że to świetny pomysł pozwolić poznać publiczności „kuchnię teatralną”. Z siedzenia widza, jeśli spektakl sprawnie się toczy, nikt się nie zastanawia jak wielka machina za tym stoi – ile pomieszczeń, sprzętu a przede wszystkim jak wielu pracowników technicznych jest zaangażowanych.

Co widzieliśmy w Narodowym? Widownia z perspektywy sceny głównej jest duża: 537 miejsc. Scena, naprawdę wielka, 30 m wysokości, pod sceną 4 m przestrzeni. Dopytałam o pracę suflera – nadal jest w czasie spektaklu, choć niewidoczny, czuwa nad aktorami a na hasło „słowo” podrzuca tekst. Staliśmy w „kieszeni”,  skąd wjeżdżają elementy scenografii. Obok – miejsce pracy inspicjenta, „strażnika czasu i wszystkiego”.  Nie zdawałam sobie sprawy jak ważną on ma funkcję i jak musi być zorganizowany i ogarnięty, żeby panować nad całością przedstawienia, akcją sceniczną, pracą techników, zmianami scenografii. Nie ma szkół dla inspicjentów, podobno trzeba się nim urodzić albo mieć takie tradycje rodzinne. Zrobiłam sobie zdjęcie przy pulpicie…

Odwiedziliśmy poczekalnię dla aktorów, miejsce gdzie przebywają w trakcie spektaklu (jeśli nie na scenie), a potem pracownię kostiumów męskich. I znów zaskoczenie – jak dużą wyobraźnię muszą mieć pracujące tam osoby, żeby na podstawie obrazków lub szkiców stworzyć kostium – i to wygodny! Każdy, nawet najbardziej szalony pomysł projektanta kostiumów, musi być zrealizowany. I znów kłopot: brakuje ludzi do pracy, nie ma szkół , brakuje prawdziwych krawców.

Zeszliśmy do podziemnego łącznika między główną sceną teatru a tą przy Wierzbowej. To pomieszczenie techniczne, ale też ciekawe: na ścianie zachowany autograf znakomitego Jerzego Grzegorzewskiego. A w samym łączniku miejsce, gdzie grany jest spektakl ”Duszyczka”, jeszcze przez Niego reżyserowany. Kupiłam bilet na kwiecień…

Wiele jeszcze jest ciekawych miejsc, jednak nie wszędzie można wejść.

Może w przyszłości uda się zobaczyć teatr od tyłu w czasie przedstawienia? Ja już wcześniej miałam możliwość takiej obserwacji – wiele lat temu jeździłam z zespołem Teatru Wielkiego w Łodzi na zagraniczne tournee, jako opiekun i organizator, przedstawiciel PAGARTu. I pozwalano mi być za kulisami w trakcie spektakli. Znakomite i niezwykle ciekawe doświadczenie. Tam się tyle dzieje, no i każdy spektakl był trochę inny…

Już niedługo Warszawskie Spotkania Teatralne, na kilka spektakli idę. Napiszę coś.